Mam taką ulubioną kawiarenkę Cafe Borówka, jest w niej nisamowity, kojący nastrój (zdjęcia na stronie niestety nie oddają uroku tego miejsca, a szkoda) i mnóstwo pyszności. Umówiłam się więc z koleżanką w tej kawiarni w niedawny grudniowy poranek. Gdy weszłam po schodach by zająć moje ulubione miejsce, które na szczęście było wolne moją uwagę zwrócił stolik obok. Na stole stał pusty talerz, a za fotelem stała gigantyczna walizka. Właściciela/właścicielki walizki nie było. Zastanowiło mnie to bo właściciel/właścicielka walizki nie wracał/a a przecież nie mógł/a zapomnieć o tak wielkim przedmiocie. Jednak zajęłam się czymś innym i zapomniałam o całej sprawie. Minęła jakaś godzina i pojawił się właściciel walizki. Był to bardzo drobny mężczyzna, mocno chaotycznie ubrany… Wyjął tą wielką walizę zza fotela i zaczął ją taszczyć na dół. Nie mogłam na to patrzeć i rzuciłam się do pomocy. Na co Pan Janek (jak ma na imię dowiedziałam się za chwilę) powstrzymał mnie twierdząc, że on tak codziennie, po czym zatrzymał się i wyjął z walizki Forbsa po czym powiedział: To dla Pani bo jest Pani taka miła! – Ale jak to tak, daje mi Pan gazetę?… Ja zapłacę… -No jak Pani bardzo chce co łaska, bo ja jestem bezdomny, ale nie piję, śpię w noclegowni i uczciwie pracuję sprzedając gazety i czyszcząc buty… a wie Pani na co zbieram? Na ciepły posiłek i na zęby! Tu Pan Janek uśmiechnął się szeroko pokazując ładną górną szczękę i dolną mocno do poprawy. Po czym oznajmił: Widzi Pani? Górne już mam, teraz jeszcze dolne…. Przyznam, że byłam w kompletnym szoku. Okazało się, że miłe Pani z Cafe Borówka dają Panu Jankowi codziennie rano kawę i ciastko (bardzo mi tym zaimponowały) bo Pan Janek o 6.00 musi już opuścić noclegownię. Pan Janek opowiedział mi jeszcze kilka historii o sobie. Między innymi o tym komu czyści buty, o smutnych świętach w noclegowni i jednych takich pięknych gdzie najadł się do woli u Pani Renaty Gabryielskiej, która zrobiła o nim film. A o to i on…
Janek cz. 1, Janek cz. 2
Nie mogłam zapomnieć Pana Janka. Wbija się w pamięć tym bardziej, że dziś rano obudził mnie smsem: ”Dzień dobry Pani Mario jak Pani spała?” No tak, spałam w ciepłym wygodnym łóżku, a Pan Janek już przemierzał wrocławskie centrum sprzedając gazety…. I gdzie tu sprawiedliwość.
Ostanio mam stresujący okres, bezsensowny pęd za sukcesem. Dałam się w to złapać. Sukces jest czymś wspaniałym i warto go osiągnąć bo im wiecej mam tym więcej mogę dać, tylko czy zawsze się o tym pamięta? Pogoń za sukcesem może uwieść i zaciągnąć nas w złą stronę, ale… na szczęście co jakiś czas ktoś wytrąca mnie z obłędu, wskazując kierunek dalej niż czubek własnego nosa. To jest prawdziwy sens… Dawać dobrą energię, taki był piwrwotny cel, takie założenie. Nic mi się nie stanie jak w przyszłym roku nie pojadę na Dominikanę i nie zmienię samochodu na jeszcze lepszy. W ciągu roku mogę zrobić wiele dobrego. I zrobię. Zacznę od Pana Janka… nie mam jeszcze pomysłu co i jak… ale zrobię to…
Masz jakiś pomysł jak? Pomożesz mi uszczęśliwić choć jedną osobę?




Robert Gwiazdowski.
To zdjęcie obok to wykres mojej inwestycji, kilka miesięcy temu nie miałam pojęcia o inwestowaniu a jednak się da i to w kryzysie i każdy może, już od 250zł/mies. W zarabianiu i ochronie kapitału pomagają nam programy komputerowe. To taka dygresja bo chciałam powiedzieć o czyś zupełnie innym i bardzo ważnym. Jestem bardzo podekscytowana, bo końcu udało nam się zaprosić genialnego człowieka – przedsiębiorce, inwestora i milionera :), który opowie o swojej drodze do miliona, a jego cenne rady można z łatwością wprowadzić we własne życie!!! Mogę zapewnić, że to działa, bo sama je wykorzystuję i sprawdzają się rewelacyjnie. Dla mnie, takie spotkanie kiedyś, to było jak olśnienie i zmieniło moje życie. 