Po ostatnich warsztatach zadałam uczestniczkom pytanie: „Co mogłabym zrobić, by warsztaty bardziej Ci się podobały?”. Prawie wszystkie odpowiedzi były takie same: „zrób więcej ćwiczeń i aktywności”. No tak, bardzo słuszne uwagi, skoro jak na napisała Wisława Szymborska „tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono” – warto przeżywać. Opinie uczestniczek i słowa naszej noblistki zainspirowały mnie do stworzenia kolejnych warsztatów – tym razem nastawionych prawie wyłącznie na doświadczanie.
Dlaczego to takie ważne? Często, żeby odkryć własną naturę, poznać swoje prawdziwe wartości oraz zmienić siebie i swoje życie (tak by było pełniejsze i szczęśliwsze) musi (niestety) zdarzyć się coś co nami wstrząśnie. Takie często traumatyczne wydarzenia, działa jak „kubeł zimnej wody”, pozwalając obudzić się z amoku codziennej gonitwy i zmuszając do głębokiej refleksji. Zmieniają się wtedy nasze paradygmaty, stare schematy i przekonania. Dlatego takie bolesne zdarzenia bywają dla wielu ludzi błogosławieństwem. Ale czy koniecznie musimy uczyć się na trudnych wydarzeniach? Czy nie lepiej doświadczyć dobrych skutków takich przeżyć bez doświadczania ich bolesnych konsekwencji? Na szczęście można przeżyć ważne rzeczy bezpiecznie, w miłym miejscu, w gronie wspaniałych osób. Są zabawy i ćwiczenia pozwalające spędzić miło czas, a jednocześnie odkryć siebie i spojrzeć na świat z innej perspektywy. Takie doświadczenia również bywają bezcenne.
Na kolejnych warsztatach, chcę poruszyć także jeszcze jedną ważną kwestię – poczucie własnej wartości. Ostatnio spotykam bardzo wiele kobiet – wspaniałych kobiet. Niestety okazuje się, że myślą one o sobie gorzej, niż myślą o nich inni. Same siebie nie doceniają, sabotują i podcinają sobie skrzydła. Mają też destrukcyjne przekonania na temat innych ludzi i otaczającego ich świata. Często takie poglądy zostały zaczepione im przez media, znajomych, rodzinę. Niestety problem dotyczy prawie każdej z nas (sama siebie często na tym przyłapuję) i tym jest niebezpieczniejszy im mniej zdajemy sobie z niego sprawę.
Przypomina mi się kolejne powiedzenie: „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego” – która z nas nie słyszała tego nakazu wielokrotnie? Ale czy można dać coś czego się nie ma? Czy można kochać innych, kiedy nie potrafi się kochać siebie? Czy można być prawdziwą przyjaciółką gdy jest się swoim wrogiem? Na to też jest rozwiązanie. Można przyjrzeć się swoim przekonaniom, można pielęgnować i przekazać dalej te które są cenne i zmienić te które utrudniają nam życie. Zrobimy to na kolejnych warsztatach.
P.S. Listopad to chyba najsmutniejszy miesiąc w roku. Pomagają go przetrwać czekoladowe ciasteczka, których oczywiście nie zabraknie na szkoleniu (będą też ciastka owsiane, dla tych preferujących bycie „fit”) ale jeszcze lepsi są przyjaciele. Dlatego chcemy zachęcić Cię byś na warsztaty przychodziła z przyjaciółkami. Listopad ma też swoje dobre strony – obie z Krysią mamy w tym miesiącu urodziny, więc wymyśliłyśmy coś, co mam nadzieję, ucieszy także was.
1. Jeśli zapiszesz się na najbliższy warsztat „Zostań swoją przyjaciółką” do poniedziałku 2.11.2009 za szkolenie zapłacisz jedynie 30zł. Po tym terminie cena będzie wynosiła tak jak zwykle 37zł (jeśli już zapłaciłaś dostaniesz na szkoleniu zwrot nadpłaty) .
2. Otrzymasz 2 kupony uprawniające do 20% zniżki na kolejne moje warsztaty. Kupony będą bezimienne więc będziesz mogła podarować je komu chcesz nawet jeśli nie będziesz mogła ich sama wykorzystać.
3. Jeśli przyprowadzisz ze sobą przyjaciółkę lub nawet kilka każda z was otrzyma po 2 kupony uprawniające do 30% zniżki na kolejne moje warsztaty. Kupony będą bezimienne więc będziesz mogła podarować je komu chcesz nawet jeśli nie będziesz mogła ich sama wykorzystać.
Zgłoszenia wyślij na adres biuro@biznesnaobcasach.pl
listopad 16th, 2009 at 12:01
Artykuł omawiał kilka kwestii,które są mi bliskie. Przede wszystkim przeszłam ciężką chorobę i mogłabym mieć żal do losu,że przeszłam przez to wielkie cierpienie,ale tak naprawdę jestem wdzięczna za to chorobę, bo po niej odrodziłam się nowa,silniejsza i przede wszystkim przebudziłam się do prawdziwego życia, bo przed chorobą byłam zamknięta w sobie, taka Monika ‘za mgłą’. Mam też tendencję,że chciałabym przeżywać wiele dobrych doświadczeń i jest to chyba naturalne,ale przykład choroby wskazuje,że za cenę cierpienia otrzymałam nowe życie.
Czuję też miłość do ludzi. Mam jednak czasami negatywne sądy o nich i pracuję nad tym. Wypracowałam też sobie poczucie własnej wartości; wiem,że jestem dobrą,wartościową osobą,asertywną i ciepłą. Kocham siebie i dzielę się serdecznością z innymi ludźmi. Na koniec dodam,że uwielbiam psychologię:-), karmię się nią i dzięki niej zdobywam wiedzę o sobie i innych ludziach. Pozdrawiam Cię,Marysiu.
listopad 16th, 2009 at 23:19
Tak, rzeczywiście jest tak, że gdy w naszym życiu pojawiają się problemy, nasi bliscy lub my sami borykamy się z chorobą, wówczas zadajemy sobie pytanie: dlaczego, gdy jest normalnie nie cieszymy się tym, co mamy? zawsze nam czegoś brakuje i często stwarzamy sobie problemy, które tak naprawdę nie mają znaczenia. Żyć pełniej, łapać ulotne chwile, niby takie codzienne i zwykłe, a jednak wyjątkowe i myśleć pozytywnie – staram się.